Przegląd portali katolickich
Świat w lepszym świetle


 

Żydówka katolicką patronką Europy

Jak doszło do jednego z najbardziej przejmujących świadectw wiary, które przyniósł nam dwudziesty wiek? O tym mówi Gabrielowi Kayzerowi ks. Jerzy Witek i Maria Kromp-Kropiowska.


Edyta Stein, 1920 (domena publiczna)

Gabriel Kayzer: Kiedy zaczął się ksiądz zajmować propagowaniem dorobku intelektualnego oraz dziedzictwa duchowego świętej Edyty Stein?
Ks. Jerzy Witek: Gdy jako młody ksiądz przyjechałem do parafii św. Michała, to bardzo niewiele wiedziałem o Edycie Stein. Dopiero gdy zacząłem pełnić funkcję proboszcza oraz spotykać się z przyjeżdżającymi do nas pielgrzymkami, zacząłem poznawać ją samą i jej dzieło. Zrodziła się wówczas myśl, żeby powołać do życia towarzystwo jej imienia, które zajęłoby się popularyzowaniem jej osoby oraz tego, co po sobie zostawiła.
Istniejemy już ponad dwadzieścia pięć lat. Wcześniej działaliśmy przy kościele pod wezwaniem św. Michała, z którym Edyta Stein była po swoim nawróceniu bardzo związana. Ilekroć przyjeżdżała do swojej mamy, przychodziła do tutejszego kościoła na pierwszą poranną Mszę świętą o godzinie 5.30 rano.
Każdego dziewiątego dnia miesiąca – gdyż Edyta została zamordowana 9 sierpnia 1942 roku – spotykamy się w gronie kilkunastu osób na modlitwę. Nie jest to niestety wiele. Nasze Towarzystwo miało swoje wzloty i wielkie sukcesy. Przed laty myśleliśmy, że skierujemy Kościół katolicki na nowe tory i wszystko będzie pięknie. Obecnie jednak jesteśmy w lekkim kryzysie. Coraz mniej ludzi chce się angażować w naszą działalność. Potrzeba nam zaś środków oraz ludzi kompetentnych i merytorycznych, którzy włączyliby się w popularyzację naszej niezwykłej świętej z Wrocławia, którą tak bardzo był zafascynowany św. Jan Paweł II. Istnienie Towarzystwa im. Edyty Stein na pewno odzwierciedla jednak jej życie. Jest w nim bowiem obecne cierpienie i krzyż, ale także chwała, blask i sens krzyża. Jak powiedziała Edyta Stein: „Ten, kto nakłada na nas krzyż, umie ten ciężar uczynić słodkim i lekkim”.

Czy Towarzystwo im. Edyty Stein współpracuje z Żydami?
J.W.: Mieliśmy kilka spotkań z Żydami. W 2010 roku przyjechały do nas Suzanne Batzdorff i Lotte Sachs, siostrzenica i bratanica Edyty Stein. Wówczas arcybiskupem był Marian Gołębiewski. Suzanne Batzdorff, córka Erny, siostry Edyty Stein, która ma w tej chwili 95 lat, powiedziała wtedy, że Żydzi czują, że wciąż nie mają domu, nie mają ojczyzny i jest to dla nich wielkie cierpienie. Powiedziała tak, mimo że Żydzi mają przecież Izrael.
Przychodzą do nas również Żydzi, z którymi robimy wspólne projekty. Mieliśmy ostatnio spotkanie z prof. Janem Grosfeldem, członkiem Drogi Neokatechumenalnej oraz Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Mówił on na tym spotkaniu o istnieniu judaizmu w Kościele katolickim.

Jak wyglądała droga Edyty Stein do chrześcijaństwa?
J.W.: Edyta Stein urodziła się w rodzinie żydowskiej jako jedenaste dziecko Zygmunta i Augusty z domu Courant. Jej mama była kobietą silną duchowo oraz radykalną w swojej wierze. Jak tylko mogła pilnowała wiary swoich dzieci i wychowywała je w klimacie judaizmu.
Maria Kromp-Kropiowska: Kiedy Edyta Stein urodziła się w święto Jom Kippur w 1891 roku, jej mama, Augusta – jak mówi literatura – widziała wówczas nad jej nowo narodzonym dzieckiem rękę Boga. Jom Kippur jest to dzień pojednania, kiedy naród uznaje swoją nicość, aby przyjąć miłosierdzie Boga. Matka Edyty Stein wiedziała więc, że jest to szczególne wydarzenie i że Bóg czuwa nad życiem jej córki i ją poprowadzi.


Grobowiec Siegfrieda Steina, ojca Edyty (fot. Julo, domena publiczna)

J.W.: W życiu Edyty Stein nie brakowało wydarzeń trudnych i upokarzających. Gdy w stulecie śmierci Schillera, w 1905 roku rozdawano dzieciom nagrody, to pominięto ją tylko dlatego, że była Żydówką, w ogóle nie uwzględniając jej wiedzy i włożonego w pracę wysiłku. Zawsze musiała się więc zderzać z rzeczywistością, w której osoby mające żydowskie pochodzenie były dyskryminowane. To nie było jednak dla niej najbardziej traumatyczne i tragiczne wydarzenie. Za takie można uznać samobójstwa jej stryja i wuja z powodu bankructwa. To odcisnęło na niej wielkie piętno. Spowodowało bowiem, że nie widziała już sensu swojej obecności w judaizmie. W wieku czternastu lat zadeklarowała więc, że jest ateistką.
M.K.K.: Ten głęboki kryzys wiary jaki ją wtedy dotknął sprawił, iż świadomie i w pełnej wolności – jak sama twierdziła – przestała się modlić. Jej wrodzona inteligencja popychała ją do poszukiwań prawdy. Oddana bez reszty tej idei, studiuje filozofię i psychologię we Wrocławiu. Koniecznego wytchnienia szuka w miejscach sprzyjających rozmyślaniom. Jednym z nich był Ostrów Tumski. Czuła prostotę, wzniosłość i spokój płynący z tego miejsca. Wrodzony takt powstrzymywał ją – jak sama wspomina, przed wejściem do tych kościołów, przede wszystkim dlatego, że odbywały się właśnie nabożeństwa, a nie chciała innym zakłócać modlitwy.
Pod wpływem doktora Moskiewicza zaczęła czytać książkę wielkiego niemieckiego filozofa Edmunda Husserla Logische Untersuchungen. Nie wiedziała wtedy, że fenomenologia, która ją tak zachwyciła, opiera się na katolicyzmie i św. Tomaszu z Akwinu. Potem napisała pod kierunkiem Husserla pracę doktorską. Cały czas widać w tym ciągu wydarzeń, że Edyta Stein była prowadzona za rękę przez Boga wszechmogącego. Wszyscy ludzie bowiem, których spotkała na swojej drodze, pchali ją właśnie w Jego stronę. Bóg dawał jej wszystko, aby jej pomóc. Chciał, żeby wzrastała w wierze, mogła się ochrzcić i została świętą. W tamtym czasie Edyta Stein zakochała się w polskim filozofie, Romanie Ingardenie, potem w Hansie Lippsie – bez wzajemności ze strony obu. Jej zranione i opróżnione serce mogło teraz zostać napełnione inną miłością.
J.W.: W 1917 roku po śmierci jej przyjaciela, filozofa Adolfa Reinacha, Edyta została poproszona przez jego żonę o uporządkowanie naukowej spuścizny swojego męża. Odwiedziła wdowę i zobaczyła, jak ta ewangeliczka ze spokojem i wiarą podchodziła do swojej wielkiej straty. W tym, jak przeżywała ona śmierć swojego męża, Edyta Stein po raz pierwszy zobaczyła krzyż Jezusa Chrystusa.

„Było to moje pierwsze spotkanie z krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy krzyża” – pisała wówczas Edyta Stein. W 1920 troku Edyta Stein pojechała do Bad Bergzabern do swojej przyjaciółki, Jadwigi Conrad-Martius. Tam sięga na chybił trafił do biblioteczki i trafia na autobiografię Teresy Wielkiej – Życie św. Teresy z Avili spisaneprzez nią samą. Jest nią tak zafascynowana i zaabsorbowana, że czyta ją przez całą noc. Gdy nadszedł świt i dnieje, zamyka tę książkę i mówi, że to jest prawda. Potem idzie to już błyskawicznie. Kupuje książki związane z katolicyzmem i spotyka się z osobami duchownymi, które ukierunkowują jej wiarę. 1 stycznia 1922 roku przyjmuje chrzest w Kościele katolickim. Zdaje sobie sprawę, że łatwiej byłoby jej gdyby wybrała protestantyzm, ale to właśnie w katolicyzmie odnajduje właściwą drogę do Jezusa.
M.K.K.: Jej spowiednik i przyjaciel, jezuita O. Erich Przywara SJ, poprosił ją o przetłumaczenie tekstów bł. J.H. Newmana i św. Tomasza z Akwinu. Mówił on potem, że te tłumaczenia pozwoliły jej na całkowite przyswojenie sobie tradycji katolickiej. Jak się bowiem coś tłumaczy i przeżuwa, jak Izrael przeżuwał Torę, to można sobie wiele przyswoić: tak Edyta stała się katoliczką w pełnym tego słowa znaczeniu.


Dom Rodzinny Edyty Stein we Wrocławiu (domena publiczna)

J.W.: Ona była pewna, że jej miejsce jest przy Jezusie Chrystusie. Czuła, że tylko przy nim może w pełni egzystować. Ostatni dzień pobytu Edyty Stein we Wrocławiu przed wyjazdem do zakonu Karmel w Kolonii spędziła ze swoją mamą Augustą. Udały się wówczas razem na nabożeństwo do synagogi. To było dla matki ogromne cierpienie. Kiedy wracały z synagogi do Michaeli Strasse w ogóle ze sobą nie rozmawiały, milczały. Edyta Stein wspomina, że prawie całą noc nie spała. Dla Augusty decyzja jej córki o wstąpieniu do zakonu była ogromnym ciosem. W pewnym momencie zapytała ona Edytę o to, dlaczego uznała Jezusa za Boga. Edyta Stein odparła jej, że nie mogła inaczej, gdyż w Jezusie zobaczyła Boga Jahwe. Nawrócenie Edyty Stein było bardzo indywidualne. Sama zresztą to wyznaje. Odnalazła bowiem w Jezusie Boga, który ją wspomaga i kieruje. Mówi, że jak patrzy na swoje życie, to nie widzi żadnych przypadków. Wszystko to jest z woli Boga.
Wstąpiła do Karmelu, a więc zakonu, który powstał na Górze Karmel. To tam właśnie protoplasta zakonu karmelitów, jeden z największych żydowskich proroków Starego Testamentu, Eliasz, złożył ofiarę Bogu i to tam się On objawił. U stóp tej góry znajduje się zaś równina, na której dokonało się zwycięstwo Izraela nad wrogiem.
W Karmelu Edyta Stein przyjęła imię Teresy Benedykty od Krzyża. Imię, które wybrała, oznaczało miłość do krzyża, drugiego człowieka i swojego narodu.

Myślę, że wybranie przez Edytę Stein właśnie Karmelu jest czymś wielce symbolicznym. Wśród najwybitniejszych karmelitów i karmelitanek można bowiem znaleźć wiele osób pochodzenia żydowskiego. Klasztor karmelitanek pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Góry Karmel pomagali na przykład założyć francuscy bracia bliźniacy o żydowskich korzeniach, Joseph i Augustine Lehmannowie. Pochodzenie żydowskie mieli również św. Angelo z Jerozolimy, św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Ávili, Hermann Cohen, Elias Friedman, Daniel Rufeisen i Stella Zylbersztajn. Oprócz związków personalnych, czy też genezy samego zakonu, o której ksiądz już wspomniał, między Karmelem a światem żydowskim istnieją również związki symboliczne. To w końcu Klasztor Sióstr Karmelitanek Bosych pw. Świętych Obcowania, który znajdował się nieopodal byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, tak bardzo przeszkadzał Żydom, że wymusili oni na polskim Kościele jego usunięcie. Na szczęście położony nieopodal niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau Klasztor Sióstr Karmelitanek Bosych pw. Najświętszej Krwi, póki co wciąż funkcjonuje na swoim miejscu. To zresztą właśnie w Dachau Niemcy zamordowali holenderskiego karmelitę, Tytusa Brandsmę, który trafił tam za sprzeciwienie się antyżydowskim rozporządzeniom. Brandsmę beatyfikował zaś papież Jan Paweł II, który tak bardzo cenił sobie duchowość karmelicką, że niektórzy twierdzili nawet, że ma karmelicką duszę. Jak wspominał kiedyś papież, jako chłopiec uczęszczał w Wadowicach na msze święte do Klasztoru Karmelitów Bosych. Karmel wydaje się więc być pewnego rodzaju pomostem między światem Żydów a światem chrześcijańskim. Oczywiście wiele osób jest przeciwnych istnieniu takiego pomostu. W każdym razie, ci Żydzi, którzy przyjęli Jezusa i związali się z Karmelem, często stają się dla innych Żydów problemem, gdyż są przykładem na to, że można pójść za Jezusem. Są oni również żywym świadectwem wielkiej wiary w Chrystusa.
M.K.K.: Wszyscy Żydzi, którzy przeszli na katolicyzm dają swoim życiem przykład tego, że ich wiara jest bardziej solidna i ugruntowana niż nasza, gdyż ma ona mocny i solidny fundament. My, którzy przychodzimy do Kościoła od razu i uczymy się katechizmu, przyjmujemy sakramenty, a potem dopiero zaczynamy szukać skąd się wzięliśmy, podążamy do fundamentu, który Żydzi już mają. My najpierw jesteśmy ochrzczeni, a dopiero później poszukujemy swoich korzeni u naszych starszych braci w wierze.
J.W.: Można powiedzieć, że tyle jest wiary żydowskiej, ile jest poszczególnych Żydów. My w Europie mamy bowiem wszystko trochę zbiurokratyzowane. Tu jest dziekan, biskup, struktura urzędnicza itd., a tam z serca i duszy każdego Żyda emanuje czysta wiara w żywego Boga. To pokazuje, jak Żydzi są w tym wszystkim oryginalni i prawdziwi. Israel – mocny Bogiem.

Jaki był stosunek Edyty Stein do Żydów?
J.W.: Gdy patrzymy na życie Edyty Stein oraz prześladowania i cierpienia, których doświadczała, jesteśmy gotowi uznać, że szła na śmierć dla Jezusa w pełni świadomie. Gdy idzie bowiem do białego domku, w którym została później zagazowana, mówi do swojej siostry, Róży, która poszła w jej ślady i przyjęła chrzest: „Chodźmy, idziemy za naród”. Ona szła na śmierć będąc w pełni świadomą cierpienia narodu żydowskiego, z którym się identyfikowała. W swoim testamencie, będącym jednocześnie listem do matki przełożonej, zgadza się na swoją śmierć i przyjmuje przeznaczenie swoich żydowskich braci i sióstr. Idzie na śmierć, jak Chrystus.
M.K.K.: Ona poszła na śmierć nie tylko za swój naród, ale za nas wszystkich.

Czy Edyta Stein chciała nawracać innych Żydów na wiarę w Chrystusa?
J.W.: Różne są drogi dojścia do Pana Boga i różne są drogi zbawienia. My jako Kościół oczywiście podkreślamy, że jedynym Zbawicielem jest Jezus, syn Boga Jahwe. Nie spotkałem się jednak z jakimiś aspiracjami Edyty Stein, aby chciała nawracać Żydów z judaizmu na chrześcijaństwo.
Jak zostałem proboszczem w parafii pod wezwaniem św. Michała, to utworzyliśmy przy współpracy z Kościołem w Kolonii oraz różnych innych środowisk niemieckich i polskich, kaplicę Edyty Stein. Kiedy nie była ona jeszcze dokończona, z Poznania przyjechała do nas pierwsza pielgrzymka. W wystawionej księdze pamiątkowej, jako pierwszy wpisał się licealista z Poznania. Ponieważ Edyta Stein była wówczas jeszcze błogosławiona, to napisał: „Błogosławiona Edyto Stein, patronko ludzi poszukujących prawdy, módl się za nami”. Te słowa zostały we mnie, gdyż są one odzwierciedleniem właśnie tego, co głosiła Edyta Stein. Pisała ona bowiem, że: „Kto szuka prawdy – szuka Boga, choćby nawet tego sobie nie uświadamiał”. Pojęcie prawdy jest bardzo szerokie. Jak powiedział jednak Jan Paweł II: „Św. Teresa Benedykta od Krzyża zrozumiała ostatecznie, że miłość Chrystusa i wolność człowieka są ze sobą splecione, ponieważ między miłością a prawdą istnieje wewnętrzna więź. Nie widziała sprzeczności między poszukiwaniem prawdy a jej wyrażaniem przez miłość; przeciwnie, zrozumiała, że prawda i miłość wzajemnie się przywołują”.
W 1989 roku w Liście Apostolskim z okazji 50-tej rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej Jan Paweł II napisał: „Pragnę w tym miejscu z całą stanowczością powtórzyć, że wrogość lub nienawiść do judaizmu pozostaje w całkowitej sprzeczności z chrześcijańską wizją godności człowieka”. Podczas sympozjum katolicko-żydowskiego w Paryżu, w 2002 roku, papież powiedział zaś: „Żydzi i chrześcijanie są z sobą związani i powinni żyć kulturą dialogu, o którym mówi filozof Martin Buber”. Papież nawiązał tym samym do wychowanka polskiego gimnazjum im. Franciszka Józefa, współtwórcy filozofii dialogu, który wgłębiał się w relacje chrześcijańsko-judaistyczne. Czy to właśnie ze względu na konieczność prowadzenia dialogu judaistyczno-chrześcijańskiego oraz chęć wskazania wszystkim katolikom, że „nienawiść do judaizmu pozostaje w całkowitej sprzeczności z chrześcijańską wizją godności człowieka”, Jan Paweł II postanowił ustanowić św. Edytę Stein patronką Europy?
J.W.: Jan Paweł II beatyfikował Edytę Stein, kanonizował, a wreszcie w 1999 roku ustanowił patronką Europy, gdyż był prorokiem naszych czasów. W homilii wygłoszonej podczas Mszy św. kanonizacyjnej Świętej Teresy Benedykty od Krzyża w dniu 11 października 1998 roku, Ojciec Święty powiedział: „Edyta Stein była Żydówką i dlatego wraz ze swoją siostrą Różą oraz wieloma innym katolikami pochodzenia żydowskiego została deportowana z Holandii do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie razem z nimi zginęła w komorze gazowej. Dzisiaj wspominamy ją z głęboką czcią. Gdy na kilka dni przed deportacją zaproponowano jej możliwość ratunku, odpowiedziała: «Nie róbcie tego, dlaczego miałabym zostać wyłączona? Czyż sprawiedliwość nie polega właśnie na tym, że nie powinnam czerpać żadnych przywilejów z mojego chrztu? Jeżeli nie mogę dzielić losu moich braci i sióstr, moje życie jest jakby zniszczone».

Gdy będziemy odtąd obchodzić co roku wspomnienie nowej świętej, musimy także pamiętać o Szoah — straszliwym planie wyniszczenia całego narodu, którego ofiarą padły miliony naszych żydowskich braci i sióstr. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad nimi i niech ich obdarzy pokojem (por. Lb 6, 25–26). W imię miłości do Boga i do człowieka raz jeszcze podnoszę głos i wołam z głębi serca: nigdy więcej żadna społeczność etniczna, żaden naród, żadna rasa nigdzie na świecie nie może paść ofiarą podobnej zbrodni! To wołanie jest skierowane do wszystkich: do wszystkich ludzi dobrej woli; do wszystkich wierzących w wiecznego i sprawiedliwego Boga; do wszystkich, którzy wiedzą, że są związani z Chrystusem, wcielonym Słowem. Musimy wszyscy połączyć nasze siły. Stawką jest godność człowieka. Istnieje tylko jedna ludzka rodzina”.
Podczas kanonizacji, na której byli obecni krewni Edyty Stein, spotkałem dziewczynę ze Stanów Zjednoczonych, która w 1987 roku została cudownie uzdrowiona za jej wstawiennictwem. Była to Teresa Benedicta McCarthy z Bostonu, której rodzice nadali imiona właśnie na cześć zakonnego imienia Edyty Stein i to właśnie do niej modlili się o uzdrowienie swojej córki. Było czymś niezwykłym obcować z osobą, która jest żywym przykładem świętości Edyty Stein.

Dlaczego jednak papież z Polski ustanowił katolicką współpatronką Europy właśnie niemiecką Żydówkę?
J.W.: To bardzo dobre pytanie. Moglibyśmy bowiem na pewno znaleźć jakichś Europejczyków niemających pochodzenia żydowskiego, którzy tak samo albo może nawet bardziej pasowaliby do Europy. Nic jednak nie dzieje się przypadkowo.
M.K.K.: Edyta Stein jest naszą świętą patronką, choć niektórzy wrocławianie mówią: „Nie dość, że Żydówka, to jeszcze Niemka. To ma być nasza święta?”. Tak jednak chciał Bóg i przy pomocy Jana Pawła II uczynił ją świętą. Pan Bóg kocha paradoksy i lubi przewracać ludzkie życie na odwyrtkę, żeby pokazać, że to nie my sami je budujemy.
J.W.: Myślę, że w tym, co zrobił papież był głębszy sens. Szczególnie jest to widoczne obecnie w kontekście napływu imigrantów do Europy, gdzie widać wyraźnie, że wielu ludzi jest wykorzystywanych i źle traktowanych. Edyta Stein mówi: „Nasza miłość do ludzi jest miarą naszej miłości do Boga. Dla chrześcijan — i nie tylko dla nich — nie istnieją obcy ludzie. Miłość Chrystusa nie zna granic”. Te słowa cytował również papież na homilii kanonizacji. Jan Paweł II był nią zafascynowany. Tego jednak, czego nie zdążył zrobić, to ogłosić ją doktorem Kościoła.

Czy jest jeszcze na to szansa?
Myślę, że tak.

Żydówka zostaje ogłoszona przez papieża katolicką patronką Europy. Wyznający judaizm amerykański prawnik pochodzenia żydowskiego, Joseph Weiler, broni przed Wielką Izbą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka obecności krzyża we włoskich szkołach publicznych oraz głosi, że Europa powinna powrócić do swoich chrześcijańskich korzeni. Czy dostrzega ksiądz w tym rękę Boga?
J.W.: Jak najbardziej tak. W każdym wydarzeniu i w każdym fakcie dla Żyda i chrześcijanina widać działanie Boga. Działa on bowiem w historii poprzez poszczególnych ludzi. Tak można również odczytywać obronę przez Żyda obecności krzyża w Europie.
Byłem kilkakrotnie w Izraelu, m.in. w ośrodku chrześcijańskim, w którym był kiedyś również Jan Paweł II. Chodzi o Domus Galilaeae nad jeziorem Galilejskim. Dokonuje się tam coś niesamowitego. Nie są to działania typowo prozelickie, ale zbliżające do siebie Żydów i chrześcijan. Są tam specjalne spotkania, podczas których Żydzi doświadczają realnej obecności Boga i czują wiarę osób sprawujących tam liturgię. Słyszą tam często po raz pierwszy, że Bóg jest miłością i objawia się w drugim człowieku oraz w naszym stosunku do bliźniego. Żydzi widząc symbole i sposób prowadzenia liturgii, a także słysząc pieśni i muzykę, sami decydują się tam przychodzić. Przybywają tam zarówno rabini, jak i całe żydowskie rodziny. Z okazji 50-lecia publikacji dokumentu Nostra aetate, w maju 2015 roku inicjatorzy Drogi Neoktechumenalnej, Kiko Argüello, Carmen Hernandez i o. Mario Pezzi zorganizowali tam spotkanie, w którym wzięło udział około 120 rabinów, 400 księży, 20 biskupów, 7 kardynałów oraz świeccy katechiści z całego świata. Żadnemu z rabinów w ogóle nie przeszkadzał znajdujący się tam w głównym miejscu krzyż. Po spotkaniu rabini mieli nawet twierdzić, że mamy dzisiaj do czynienia z nową wiosną między judaizmem a chrześcijaństwem.
Byłem również 23 czerwca 2013 roku na koncercie na parkingu przed Bramą Śmierci byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz II-Birkenau. To właśnie tam zagazowano Edytę Stein, patronkę Europy. Było to bardzo poważne wydarzenie. Odbiór symfonii skomponowanej przez Kiko Argüello pt. Cierpienie Niewinnych–Celebracja Symfoniczno-Katechetyczna był przez hierarchów katolickich i środowiska żydowskie po prostu nieprawdopodobny. Teraz zaś Żydzi modlą się i śpiewają pieśń Szema Jisrael razem z katolikami. To jest ewenement, który się w głowie nie mieści. Takie wydarzenia mają jednak dzisiaj właśnie miejsce. Ta symfonia została zaprezentowana także rabinom w Stanach Zjednoczonych. Widzę w tym wszystkim ogromną nadzieję na jakąś głęboką zmianę.

Pieśń Szema Jisrael rozbrzmiewa także w czasie ewangelizacji na placach, w tym także na placu Grzybowskim w Warszawie, w pobliżu którego znajduje się synagoga im. Nożyków oraz kościół pw. Wszystkich Świętych. Tę pieśń słychać również w podziemiach tego kościoła, gdzie wspólnoty neokatechumenalne sprawują swoje liturgie i celebrują Eucharystie. A pomyśleć, że kiedyś oskarżano znajdującą się w podziemiach tego kościoła księgarnię „Antyk” o sprzedawanie publikacji antysemickich!
U nas również wspólnoty neokatechumenalne celebrują Eucharystie.


Tekst jest fragmentem książki Gabriela Kayzera pt. „Klincz? Debata polsko-żydowska”:

Autor: Gabriel Kayzer
Tytuł: „Klincz? Debata polsko-żydowska”
Wydawnictwo: Zona Zero
Oprawa: zintegrowana
Ilość stron: 624
EAN: 9788394759940
Cena: 49,90 zł
Kup ze zniżką w księgarni!
Kup taniej jako e-book!

Nasi partnerzy