Przegląd portali katolickich
Świat w lepszym świetle


Nieoczekiwany efekt "Różańca do Granic"! Tego nikt się nie spodziewał


Kilka dni jakie minęło od akcji „Różaniec do granic” pozwalają z dystansu wypowiedzieć się o sukcesie samej inicjatywy i różnego rodzaju reakcjach na tę akcję modlitewną. Wydarzenie, które miało miejsce 7 października, w święto Matki Bożej Różańcowej ustanowione pierwotnie przez świętego papieża Piusa V jako dzień Matki Bożej Zwycięskiej, przyciągnęło uwagę wielu komentatorów z Polski i z zagranicy.

Na pewno pierwszym, co rzuca się w oczy jest niebywały sukces frekwencyjny. Ostrożne dane mówią o ponad milionie osób, które ustawione wzdłuż nizinnych, górskich, morskich i powietrznych naszego kraju równo o godzinie 14 utworzyły wielką wspólnotę modlitewną. Należy tutaj dodać tych którzy zrobili to w swoich miejscach zamieszkania (jak np. prezydent Andrzej Duda, co zdaje się sugerować jego wpis na Twitterze), a także tych, którzy w różnych intencjach (dziękczynnych za Lepanto, błagalnych za Ojczyznę, prywatnych) modlili się tego dnia, ale o innej godzinie. W sumie mogło to być nawet kilka milionów ludzi!

Niezależnie od aspektu duchowego całego przedsięwzięcia, tak wyraźna manifestacja religijności Polaków w naszym kraju i daleko poza jego granicami musiała spotkać się z reakcjami mediów. Zaliczyłbym wszystkie komentarze odnoszące się do „Różańca do granic” do jednego z trzech typów:

1. entuzjazm,

2. życzliwe dystansowanie się,

3. otwarta niechęć, najczęściej manifestująca się w cynicznych żartach, a czasami osiągająca poziom za którym zaczyna się nienawiść. Dystans do akcji mógł wynikać z różnych powodów (zakładając, że był manifestowany w dobrej wierze): bardziej tradycyjnego podejścia do modlitwy, nadintepretacji fragmentu Ewangelii (Mt 6,6) w kierunku prywatyzacji zachowań religijnych i wielu innych.

Jeżeli chodzi o komentarze najbardziej nieprzychylne, pogardliwe i zawierające ładunek złych emocji, zwłaszcza jeżeli pochodzą one od suspendowanych księży dadzą się one wytłumaczyć następującym fragmentem Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika Marii Grignon de Montfort:

Tylko jeden raz położył Bóg nieprzyjaźń, ale nieprzyjaźń nieprzejednaną, która trwać będzie do końca świata i wzmagać się nieustannie: to nieprzyjaźń między Maryją, czcigodną Matką Bożą, a szatanem, między dziećmi i sługami Najświętszej Dziewicy a dziećmi i wspólnikami Lucyfera. Maryja, Najświętsza Matka Boża, jest największą nieprzyjaciółką, jaką Bóg przeciwstawił szatanowi. Już w raju ziemskim Bóg tchnął w Nią, choć wtedy istniała tylko w myśli Bożej, tyle nienawiści do tego przeklętego nieprzyjaciela Bożego, dał Jej tyle zręczności do ujawnienia złośliwości tego starodawnego węża, tyle siły do zwyciężenia, zdeptania i zmiażdżenia tego pysznego bezbożnika, że on nie tylko lęka się Jej więcej niż wszystkich aniołów i ludzi, ale poniekąd więcej niż samego Boga. Nie znaczy to, jakoby gniew, nienawiść i potęga u Boga nie były nieskończenie większe niż u Najświętszej Maryi Panny, gdyż doskonałości Maryi są przecież ograniczone. Raczej tłumaczy się to tym, że po pierwsze: szatan w swej pysze cierpi nieskończenie bardziej, iż zwycięża go i gromi nikła, pokorna służebnica Pańska, której pokora upokarza go bardziej niż potęga Boża; po drugie: Bóg dał Maryi tak wielką władzę nad szatanami, że – jak często sami zmuszeni byli wyznać ustami opętanych – więcej boją się jednego za jakąś duszą Jej westchnienia niż modlitw wszystkich świętych; więcej boją się jednej Jej groźby niż wszelkich innych mąk.


Nasi partnerzy